Absolwenci

ABSOLWENCI

Arcybiskup Diecezji Katowickiej – WIKTOR SKWORC

skworc

Jakie wspomnienia budzi w Waszej Eminencji okres nauki w bielszowickiej szkole?

To są jak najlepsze wspomnienia. Wówczas była to stary budynek w pruskim stylu. Kiedy kończyłem ją w 1962 roku to była jeszcze szkoła siedmioletnia. Wspominam mile samą drogę do szkoły, po drodze była piekarnia pana Józefa Walasza, gdzie można było zaopatrzyć się w bułkę kosztującą wówczas 50 groszy. Oczywiście mam w pamięci i szkołę, nauczycieli.

Jakich nauczycieli wspomina Ksiądz Arcybiskup z szczególnym sentymentem?

Osobami, które miały  największy wpływ na nas była pani Maria Walasz, polonistka i pan Karol Hat, który uczył języka rosyjskiego. Potrafił zachęcić do nauki tego języka, który traktowaliśmy niechętnie, ale i trochę nas fascynował. Ta wiedza przydała się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy jeździłem pracować wśród księży w Rosji.

Wspominam jeszcze jednego z nauczycieli – księdza Jana Bizonia. Wówczas w szkołach religia była już na wylocie, pamiętam jego lekcje, rozpoczynające się od wyciągnięcia z torby krzyża, spotkania katechetyczne.

Obok szkoły było boisko, w pobliżu – Strzelnica, miejsce wypraw związanych z lekcjami biologii, nie było to miejsce wagarów.

Nauczyciele byli autorytetami, była bardzo solidna współpraca między rodziną a szkołą. Bardzo się cieszę, że miałem wymagających nauczycieli, takich jak pani Walasz, wymagała od nas czytania lektur i znajomości poezji na pamięć. Wiele z tych utworów nadal pamiętam. Pani Walasz była dystyngowana, pochodziła z Kresów, nieraz o tym wspominała,

Czy utrzymały się przez lata jakieś przyjaźnie z szkolnej ławy?

Nasze drogi rozeszły się, gdy otrzymaliśmy świadectwa w 1962 roku, jakieś zażyłości się przypominają, tych kontaktów nie było zbyt wiele.

Pamiętam jeszcze ostre zimy i przedłużone z powodu mrozów sięgających 20 – 25 stopni wakacje lub jak ulicą wówczas Dąbrowszczaków zjeżdżaliśmy na sankach.

Wywiad przeprowadzili: Mirella Siedlaczek – Mikoda, Rafał Wawrzynek

 

KRZYSZTOF HANKE – KABARET RAK

hanke

W szkole podstawowej byłem uczniem wyróżniającym się tym, że brałem udział we wszystkich aferach, jakie na terenie szkoły miały miejsce. Afera z niewypałami, które poraniły jednego z moich kolegów – Hanke, afera alkoholowa na wycieczce w góry – Hanke. Przebiłem jednak wszystkich pisząc pierwszy w historii Szkoły Podstawowej nr 13 w Rudzie Śląskiej Bielszowicach poemat pornograficzny. Jego bohaterami byli nauczyciele tej zacnej szkoły. Prawdopodobnie mój warsztat poetycki był już na takim poziomie, że kolega Rysio Drozd, zapisujący na kartce moje rymowanie, postanowił to dzieło opublikować na dużej przerwie wygłaszając je w holu.   Być może utwór poszedłby w zapomnienie, gdyby nie przypadkowa obecność pań nauczycielek, które stały się mimowolnymi słuchaczkami tej porywającej recytacji. Co się działo potem  w szkole kroniki milczą, ale wychowawca Pan Józef Majcher od dnia publikacji zwracał się do mnie per „poeta”. Gdyby wtedy wiedział, że po latach przyjdzie mi żyć z pisania…

Krzysztof Hanke

MAŁGORZATA GERSTEL – DYREKTOR SP 13

Wspomnienia uczennicy…

Naukę w pierwszej klasie rozpoczęłam w „starej 13” na ul. Górnej i pamiętam – klasę z piecem, haczykami na kurtki, ławki z dziurkami na kałamarze. Biurko naszej pani było na podwyższeniu. Toalety znajdowały się na podwórku, a po mleko trzeba tez było iść do niskiego budynku pod okienko…

Potem, za pół roku – przed nową szkołą byliśmy ustawieni w szpaler – drżałam z zimna, ktoś przemawiał, przecinał  wstęgę, wręczał kwiaty… dłużyło mi się…

Nazajutrz zdziwienie – szkoła jasna, wszystko nowe, pachnące… było miło! I tak aż do skończenia 8 klasy. Nauczyciele, których najczęściej wspominam to: Stanisława Przygoda, Irena Krzyż, Józef Majcher, Maria Sich, Danuta Kuta.

Wspomnienia nauczyciela

Ogromne przeżycie, wrócić do szkoły po kilku latach w roli nauczyciela. Moi nauczyciele stali się moimi kolegami z pracy. Wszyscy starali się mnie wesprzeć  . Opiekę nad młodym nauczycielem objęła pani Eleonora Mierzwa ówczesny wicedyrektor, która dzieliła się ze mną swoim doświadczeniem.

A ja czułam się jak ryba w wodzie, bo praca z dziećmi to moje powołanie.

Kiedyś w trakcie czytania opowiadania „Roztargniona Joasia” – dzieci zapytały mnie, co znaczy roztargniona, ja jak mogłam tłumaczyłam, na co Aneta S .nagle wykrzyknęła: „to tak jak pani”, bo miałam bluzkę na lewą stronę…. Hm!

Innym razem, wracając z uczniami klasy III z wycieczki z parku „Strzelnica”, dołączył do nas mój kolega ze swoją córką, kiedy skręcił do bloku, dzieci pytały – „kto to?”, tłumaczyłam, że to był mój kolega z klasy, ze szkoły podstawowej. W  ich wieku chodziliśmy razem do podstawówki, na co dzieci odparły bez namysłu – „to ta szkoła już wtedy była?” (dodam, że miałam wtedy 28 lat….)

Wspomnienia dyrektora…

Nie było łatwo, konkurs – 5 kandydatów i … udało się, od 1 września 1999r. objęłam stanowisko dyrektora trzynastki!

Postawiłam na integrację, to całkowicie moja inicjatywa i od 16 lat z wielkim powodzeniem prowadzona. A dalej…. To dzięki wspaniałym nauczycielom, którzy pracują w tej szkole (lub pracowali) wszystko dalej się toczy:  ekologia, promocja zdrowia, programy unijne, Comenius       i wiele innych inicjatyw nauczycieli, uczniów i rodziców – staram się im nie przeszkadzać, tylko wspierać! Dzisiejsza „13”, to oni – czyli nauczyciele, którzy tu pracują i zostawiają tu swoje serce, bo w pracy z dziećmi inaczej się nie da….!!!

M.Gerstel

JOANNA PIETRZAK – CICHY

Czy w trwaniu, czy to we wrzątku zdarzeń twarze, twarze wciąż widzę wasze twarze. Płyną tu gdzieś     z głębi wspomnień…–

Naukę w „Trzynastce” wspominam bardzo miło. W tym miejscu zawiązywały się moje pierwsze przyjaźnie, rodziły sympatie. Osiem lat. Bilans – kilkoro przyjaciół, wielu dobrych znajomych, mnóstwo ciepłych  wspomnień, zabawnych sytuacji i jedna rozbita piłką lekarską szyba (oczywiście niechcący ).

Kogo wspominam najcieplej? Moją pierwszą wychowawczynię, świetnego nauczyciela
i wspaniałego człowieka – panią Elżbietę Rasińską. To dzięki niej przerażająca dla pierwszoklasistki rzeczywistość szkolna stawała się coraz bardziej znośna, a później zupełnie już oswojona. Pani Ela, nie tylko dbała o nasz intelektualny rozwój, ale też o kondycję fizyczną swoich uczniów. Pamiętam, jak wraz z koleżanką przynosiłyśmy do domu pani wychowawczyni „siatki” z zeszytami do dyktand. Wtedy przekonałam się ile ważą uczniowskie błędy.

Historia? Tak, o ile prowadzona przez panią Dorotę Tabacznik – moją wychowawczynię
w klasach IV-VI.  Pani Dorota z wielką pasją przybliżała nam dawne dzieje. Dzięki  jej ogromnemu zaangażowaniu w sprawy uczniowskie oraz niesłychanej pomysłowości mogłam wcielać się w postać żony faraona, śląskiej gospodyni czy matki Balladyny.

Miłe wspomnienia wiążą się również z panią Weroniką Miłkowską, która prowadziła nas               po zawiłościach ojczystego języka. Kto wie, może jej lekcje oraz nasze wakacyjne rozmowy podczas porządkowania sali polonistycznej miały wpływ na wybór mojej drogi życiowej?
A odbiegając od  tematu, niesamowite ile skarbów mieści się
w szkolnych szafach!

Szkoła bywa również okrutna. Szczególnie dla nauczycieli, którzy wiążą z uczniami wielkie nadzieje. W tym miejscu chciałabym przeprosić  moich nauczycieli wychowania fizycznego.  Niestety,  ani siatkarką ani koszykarką nie zostałam, a i mimo starań pana Skorupińskiego pływać żabką też się nie nauczyłam. Mea culpa, mea maxima culpa.

Dziś obserwuję życie szkolne już z innej perspektywy, nie ławki uczniowskiej ale zza nauczycielskiego biurka, tym bardziej doceniam wysiłki moich nauczycieli, którzy nie tylko wkładali wiele wysiłku aby wprowadzić nas w świat nauki ale przede wszystkim, żeby wyprowadzić nas na ludzi.

Bardzo chciałabym, aby moi uczniowie zarówno Ci, którzy opuścili już mury tej szkoły,  jak i Ci, którzy ten etap życia mają przed sobą, mogli po latach z równie pozytywnymi emocjami wspominać swoją pierwszą szkołę.

 J.PIETRZAK-CICHY